2003​-​2013

by Spirit of 84

/
  • Streaming + Download

     

1.
03:54
2.
05:47
3.
4.
5.
00:54
6.
01:33
7.
02:30
8.
9.
02:57
10.
11.
03:57
12.
13.
14.
03:37
15.
03:20
16.
02:04
17.
18.
02:36
19.
04:31
20.
21.
02:19

about

Płyta "2003-2013" to składanka, wydana z okazji X-lecia zespołu Spirit of 84. Oprócz nowych, znanych z koncertów kawałków, "Pętli" i "Pułapki"

znajdziecie na niej 19 starych, lekko zremasterowanych kawałków ze wszystkich czterech płyt Spirita. W nowych kawałkach, gościnnie usłyszeć można Rudą.

Numery na płycie ułożone są w kolejności chronologicznej, można więc w pełni prześledzić zarówno kształtowanie się stylu Spirita, jak i drogę od nagrywania w warunkach partyzanckich do pracy w Demontażowni. Im dalej więc w płytę, tym lepsza jakość nagrania. Jedynie na użytek odsłuchu w internecie dwa najnowsze kawałki przesunęliśmy na sam początek, na CD zamykają one materiał.

credits

released May 18, 2013

tags

license

Track Name: Pętla
Przegapiłeś wszystkie dogodne przesiadki
I okazje by wysiąść i iść w swoją stronę
Ale miejsce zająłeś naprawdę wygodne
Nawet chyba na chwilę przysnąłeś

I patrzyłeś przez okno, podziwiałeś widoki
Dokąd jechałeś, już nie pamiętasz
I minąłeś przed chwilą ostatni przystanek
A na końcu drogi jest pętla

Nie pamiętasz już, kto wcisnął bilet do ręki
W drugą mapę i kazał ci jechać
Miasto znane, lecz obce, pełen ludzi przystanek
Nawet nie musiałeś długo czekać

Zmieniały się kolory, krajobrazy za oknem
Tłum z nóg leciał i klął na zakrętach
Nie wiesz, kiedy kto wysiadł, widzisz, że sam zostałeś
A na końcu drogi jest pętla

Zaszło słońce, lecz się wkoło nie palą latarnie
Nie ma ulic, symboli na mapie
Żywej duszy wokoło, żeby o drogę spytać
I okazji już żadnej nie złapiesz

Było sto możliwości, żeby zmienić kierunek
By zawrócić i się nie pałętać
Za daleko to zaszło, zrobiło się zbyt późno
A na końcu drogi jest pętla

luty 2012
Track Name: Pułapka
Na najdłuższej ulicy największego miasta
Biją dzwony, dopada mnie godzina dwunasta
Nie wiem sam ile tego jeszcze w sobie zmieszczę
Chciałbym być znów dzieckiem i znów jestem dzieckiem

Gdzieś daleko nadjeżdża, wpełza tutaj powoli
Jeszcze nie jest nawet w połowie swojej drogi
Ale już ją widać, patrz, tam na horyzoncie
Sunie majestatycznie, nieuchronnie i godnie

I nie wiem dokąd idę, chcę się schować przed deszczem
Patrzę w siebie i sam się sobie w głowie nie mieszczę
Track Name: Kolejny rozdział
To kolejny rozdział tej samej opowieści
Co nieskończoną ilość słów i dźwięków w sobie mieści
Mała bitwa wielkiej wojny, która nigdy się nie kończy
Która nieraz nas podzieli, która nieraz nas połączy

W obliczu końca, mimo wielu przeciwności
Jeszcze nie zamilkła piosenka o wolności

To kolejny rozdział tej samej opowieści
Gniewu, krwi, łez, krzyku nieskończenie wiele mieści
Znowu krzywda ci się dzieje i znowu nie wiesz, dlaczego
Lecz znów łatwiej będzie wskazać, niż ukarać winnego
Tutaj nie ma dla nich kary, nie osądzą sami siebie
Ty swym posłuszeństwem tutaj pracujesz na miejsce w niebie
Oni tak to wymyślili, potem ciebie nauczyli
Ty przyjąłeś jako swoje, co oni ci narzucili
Skoro zawsze tak jest, to znaczy, że tak być musi
Więc każdą myśl o buncie sam w sobie z miejsca dusisz
Może jutro przyjdzie Ktoś, kto tu w końcu pozamiata
A królestwo Jego nie będzie z tego świata

W obliczu końca...

W obliczu końca świat boi się ciszy
Gdy wszyscy krzyczą, nikt niczego nie usłyszy
Krzyczą by coś zmienić i nic z tego nie wynika
Kolejna iskra zapala się i znika
Hard core, hard core, a co dzisiaj znaczy
Każdy wie swoje, każdy rozumie inaczej
Track Name: Rocco w Warszawie
Czy po to wymyślono głośniki i ekrany
By dalej ślęczeć nocami nad książkami
Czy po to mamy nasze komputery
By nasze oczy wciąż niszczyły litery
Dajcie jakiś fajny film
I nie każcie czytać nic

Czy po to są filmy na kasecie, płycie
By wciąż na czytanie tracić swoje życie
Listy lektur bez przerwy wydłużane
Znaczą najpiękniejsze młode lata zmarnowane
Dajcie jakiś fajny film
I nie każcie czytać nic

No jeszcze od biedy katalogi, poradniki
Program telewizji, ale nie podręczniki
Czy naprawdę myślicie, że wszystko jest jak było
A od waszej młodości nic się nie zmieniło
Dajcie jakiś fajny film
I nie każcie czytać nic
Track Name: Dokument 1
Używamy słów, których znaczenia nie znamy
Ich sensu się co najwyżej domyślamy
Tworząc sobie kolejne ideały, wyobrażenia
Projektując jutrzejsze porażki i zwątpienia

Trzeba w coś wierzyć, więc zawsze w coś wierzymy
Lecz coraz łatwiej wiarę tę tracimy
Musimy komuś ufać, więc komuś ufamy
Oszukując siebie, że w ogóle kogoś znamy

Tyle razy w życiu sam siebie zaskoczyłeś
Więc jakim prawem tak bardzo się dziwiłeś
Gdy ktoś zrobił coś co się nie godzi
Z twoją jedynie wizją tej osoby
Track Name: Szamański
Przychodzi do mnie co jakiś czas bo mamy do pogadania
Ale zawsze najpierw pyta się czy mam coś do wszamania

Nie bądź taki szaman
Nie bądź taki szaman
Nie bądź taki szaman
Jak Sham 69


To on chce gadać, czy chce żreć niech on się zdecyduje
Bo tutaj nie stołówka jest, tutaj się pracuje
Track Name: Czas
Człowiek najpierw dorasta a potem umiera
Z czasem to wszystko rozpędu nabiera
Godziny, tygodnie, miesiące i lata
Szukanie miejsca w świecie a potem koniec świata
Można o tym nie myśleć, bo tego nie widzimy
Każda chwila coś zmienia, w każdej chwili coś tracimy
Odchodzi niewinność a przychodzą zamiast tego
Sposoby, kombinacje, obowiązki, nic dobrego

Przeraża mnie ta naturalna kolej rzeczy
Której nie umiem zatrzymać, nie umiem zaprzeczyć

Czas pędzi do przodu i ciągnie nas za sobą
W kierunku końca jednokierunkową drogą
Po drodze odbierając marzenia naiwne
I ucząc nazywać zdradę pragmatyzmem
Track Name: Wariant wschodni
Kołchoźnikom na wsi wypłacać renty na czas
Dla studentów w stolicy mieć pałki oraz gaz
Kto mądry ten w porę wyjedzie za granicę
Kto cwany się zaczepi w biznesie, w polityce

Niech wierzą, że co mają to wszystko co mogą mieć
Na kolanach podziękują, niczego nie będą chcieć
Za tani chleb i wódkę prezydenta wybiorą
Wszystko jest w porządku gdy wszystko jest pod kontrolą

Nie śpiewasz w zgodnym chórze nie znajdziesz miejsca na scenie
Za pochwały jest nagroda, za krytykę jest więzienie
Prezydent jest od rządzenia, i nie będzie negocjacji
Już oddziały porządkowe znów włączają się do akcji
Track Name: gov.pl
Czy to Chrystus narodów, czy tylko ziemia przeklęta
Ryba psuje się od głowy, syf zalewa niższe piętra
Kolorowe od reklam ulice oddychają zgniłym powietrzem
Czasami chcę coś tu zmienić, czasem po prostu to pieprzę

Nie jest trudno być ślepym i nie widzieć co tu się dzieje
Drobnymi cwaniaczkami zarządzają wielcy złodzieje
Czasem mnie tylko bawią, czasem się ich trochę boję
Tych co żyją w gnoju po szyję i tych co się żywią tym gnojem

Prawda wychodzi na wierzch, niebezpiecznie kłuje w oczy
Nowa farba na ścianie się złuszczy, stara pleśń z pod niej wyskoczy
Lecz wciąż głowy pełne frazesów na kolejnym dziejowym zakręcie
Nowy gmach ku swej chwale budują, na przegniłym fundamencie
Track Name: Punk song 2003
A więc znowu jest jesień, rok dwa tysiące trzeci
A my wciąż w jednym miejscu jak przestraszone dzieci
Zagubieni w sobie i zagubieni w świecie
W głowie zawsze ciemność, choć za oknem słońce świeci
Bez odpowiedzi na modlitwy i pytania
Na krawędzi porażki, na krawędzi załamania
Zawsze do przodu, choćby z twarzą pokrwawioną
Idziemy drogą dla nas właśnie wymyśloną
Wciąż z jakąś nadzieją, bo chociaż dusza chora
Nakręca ją pigułka w postaci hardkora
Młodość to trauma nie do wymazania
Lekcja pełna przemocy zmusza do zapamiętania

Będę więc szedł dalej chociaż znów mi w twarz napluto
Na przekór ich słowom, kłamstwom, nożom, butom
Aż nie padnę bez siły w porażki dzień przeklęty
Gdy krwi kropla ostatnia wypłynie z żył podciętych

A wiec znowu jest wrzesień, nowy rozkład tramwajów
A żołnierze jak ptaki lecą do ciepłych krajów
By zbrodnie leczyć gwałtem strategię wymyślają
Jak na to popatrzeć to skrzydła opadają
Bo nie ma dokąd uciec i to wdziera się wszędzie
Strach pomyśleć, czy kiedyś naszych głów też nie zdobędzie
Gdy po raz kolejny jawnie albo skrycie
Swe zakrwawione łapy zechcą włożyć w nasze życie
Co wtedy będzie z nami, czy kiedy się zbudzimy
W lustrze ta osobę co chcemy zobaczymy
Czy udowodnimy, że nie było prawdy wcale
W zdaniu „Czego nienawidzisz, tego częścią się stajesz”


Będę więc szedł dalej chociaż niewiele z tego zysku
pomimo ich wojen, kłamstw, gazet i teledysków
Aż nie padnę bez siły w porażki dzień przeklęty
Z pilotem, ciasteczkami i kawką z kasy z renty
Track Name: Terri
(pamięci Terri Schiavo)
Czytam, słucham i oglądam i powoli mam już dosyć
Patrzę, chociaż szkoda nerwów, krzyczę, chociaż szkoda głosu
Chociaż przecież szkoda gadać, chociaż nic się tu nie zmienia
Milczenie jest przyzwoleniem, choćby i ze zniechęcenia
Wolność słowa, rzucanie grochem o ścianę
Ale choćbym nic nie zmienił to przynajmniej nie milczałem
A może przynajmniej otworzę komuś oczy
A komuś innemu nie dam oka zmrużyć w nocy

Widzę zaciskając pięści z bezsilności i rozpaczy
Świat stworzony przez człowieka w którym człowiek nic nie znaczy
Czytam, słucham i oglądam i już wszystko we mnie krzyczy
Świat stworzony przez człowieka w którym człowiek się nie liczy
Track Name: Kto ma wiedzieć, ten wie
Wierzę w to co wierzę i robię to, co robię
Nie zamykaj mnie w szufladzie, szufladę zostaw sobie

Świat się zmienia dookoła, chociaż wolniej, też się zmieniam
Rozglądam się wokół siebie i po swojemu oceniam
To co widzę, to co słyszę, i wyciągam z tego wnioski
A polityczna poprawność nie jest dla mnie godna troski

Pamiętam swoje początki, to na czym się wychowałem
Co dostałem już na starcie, co sam potem odkrywałem
To do czego doszedłem i to, z czego wyrosłem
Między środkiem a początkiem jest przerzuconym mostem

Co dla ciebie oczywiste, dla mnie nie musi być jasne
Przecież tego co ja mówię, ty nie musisz brać za własne
I choć dla mnie dzisiaj ważne, co tak niejasne dla ciebie
Nie uznaję tych wartości, co uzasadniają knebel
Track Name: Political fiction
Ty co kilka lat
Specjalnie dla mnie na jakiś czas zmieniasz twarz
Ja znam wszystkie to
Znam każdy uśmiech twój, w każdym słowie drugie dno
Ty chcesz wmówić mi
Że ja bez ciebie nie umiem żyć, nie mogę nic
Ja mam tobie dać
Legitymację byś moim kosztem mógł się paść

Uczysz mnie bezsilności, chcesz mego posłuszeństwa
Za namiastkę spokoju, namiastkę bezpieczeństwa
Gdy już jestem bezradny oferujesz mi pomoc
Każesz mi sobie płacić, każesz mi płacić słono

Za to co mi odbierasz mnożysz się i powielasz
Dajesz i zabierasz, w piekle mnie poniewierasz
Pobierasz pensję po to, by mi oddać co moje
I za swoją fatygę liczysz sobie połowę

Pokazujesz twarz ludzką, bym wybrał cię w wyborach
A za twymi plecami już dyszy głodna sfora
Nażre się moim kosztem, nakarmi swoje młode
Sam przecież tego chciałem, sam dałem na to zgodę
Track Name: Normalizacja
Pośród niekompletnych ścian, pośród tłuczonego szkła
Rozwiał wraz z popiołem wiatr resztki wczorajszego dnia
Jeszcze zaskrzypiały drzwi, jeszcze promień słońca wpadł
Gdzieś daleko syren wrzask znów na chwilę ciszę skradł

Normalizacja

Pośród niekompletnych ścian, domów bez dachów i szyb
Nocny handel, wódka, broń, ktoś pojawił się, ktoś znikł
Życie skazane na śmierć w każdą przestrzeń wciska się
Tylko ktoś nie wraca wciąż, chociaż mija dzień za dniem

Normalizacja

Pośród niekompletnych ścian, pod niebem z ognia i chmur
Rodziny bez mężów, synów, czekają na wieści z gór
Nie zapomną o nich kaci, choć zapomniał o nich świat
Przyjdzie komuś krwią zapłacić, choćby i za dwieście lat

Normalizacja
Track Name: Dwa kolory
Kraj podeptanych umów
Kraj rozmodlonych tłumów
Kraj rozpalonych stosów
Kraj podniesionych głosów

Ojczyzna podeptanej wolności
Nienawiści do odmienności
Kraj brudnych dzieci, szarych domów
Kraj prześladowań i pogromów

Kraj, gdzie strach wyjść na ulice
Kraj polowań na czarownice
Kraj smutku i depresji
Kraj beznadziei i recesji

Kraj, który tylko wam się przyśnił
Kraj, który widzicie w telewizji
Kraj malowany kompleksami
Kraj, w którym zostaniecie sami

Kraj, co już tylko w waszych głowach
W waszym strachu, w waszych telewizorach
Kraj, który tak bardzo chcecie widzieć
Kraj, który kochacie nienawidzić

Obsesja, która umrze razem z wami
Lęk, co ma siłę by was zabić
To co wasze, co macie dla potomności
Nie będzie mieć dla was żadnej litości

Pod sztandarem z dwóch kolorów
Ludzie znają dwa kolory
Patrzą tylko w jedną stronę
Patrzą tylko z jednej strony

Wrzesień 2007
Track Name: Eurowizja
Afrofrancuz Bambo pod Paryżem mieszka
Zamiast szlugów auta pali nasz koleżka
Alicja ma kota, Ingrid ma konika
Miriam ma penisa, lecz kobiet unika

Parada miłości, parada równości
Magnus ma dwóch ojców, każdy mu zazdrości
Taka kolej losu, taki też bieg rzeczy
Lecz jest na to sposób, nikt już nie zaprzeczy

Allach Akhbar! Bóg jest wielki!

Swastyki na murach, tolerancja w prasie
Płoną synagogi i mózgi na kwasie
Gra czarna muzyka dla białej hołoty
Wielka polityka ma wielkie kłopoty

Allach Akhbar! Bóg jest wielki!

Ropa jak barszcz tania, wóda tylko z mety
Już nas na ulicy nie straszą pasztety
Koniec rządów sitwy, komercji, gonitwy
Z minaretu muezin wzywa do modlitwy

Allach Akhbar! Bóg jest wielki!
Track Name: Wyborca Konsument Narzędzie Instrument
Historia ci wisi, a wczoraj to już historia
Książek nie czytasz, nie wiesz, jak wygląda książka
Głupi i pusty, jak wszyscy twoi idole
Stworzeni na potrzeby i podobieństwo twoje

Wyborca
Konsument
Narzędzie
Instrument

Rechoczesz jak bałwan, gdy słyszysz śmiechy z taśmy
Co wskaże telewizor przyjmujesz za sąd własny
I na każdy temat masz swoje własne zdanie
Zgodne z unijną normą i w folię zapakowane

Wyborca
Konsument
Narzędzie
Instrument

Gdy inni klaszczą – klaszczesz, gdy inni plują – plujesz
Na sygnał dajesz głos, śmiejesz się lub współczujesz
Gdy swego sms-a przeczytasz na ekranie
Już wiesz że poprawnie odrobiłeś zadanie

Wyborca
Konsument
Narzędzie
Instrument
Od rana do nocy
Zdalnie sterowany
Od rana do nocy
Nowocześnie tresowany
Od rana do nocy
Zdalnie sterowany
W pełni przewidywalny
W pełni ukształtowany

maj 2009
Track Name: Policja
O dwunastej rusza w miasto
Marszem wielka demonstracja
Wolno pełznie ulicami
Na sztandarach wzniosłe hasła
Z wiatrem niosą się okrzyki
Słychać groźby i żądania
Rozkręcają się syreny
Cierpliwość już wyczerpana

Wyższe pensje przywileje
Dla nich winny być nagrodą
Nieraz przecież ratowali
Władzę starą jak i nową
Zaciskając wściekle zęby
Rząd im musi przyznać rację
Skoro oni demonstrują
Kto rozbije demonstrację?

Pojutrze przypomną sobie
Etos pracy policjantów
Gdy ruszą w zwartym szeregu
W tłum cywilnych demonstrantów
Track Name: Naklejka
Raz Michał Falzmann, inspektor NIKu
Wykrył aferę, dał cynk zwierzchnikom
Dzień później już nie prowadził sprawy
A dwa dni później pech nieciekawy
Twoja ambicja zabija ciebie
Wie to już Falzmann, bo jest dziś w niebie
Los Falzmannowi tak spłatał kawał
Nie miał czterdziestki, umarł na zawał

W Polsce wypadki chodzą po ludziach
Nie ma co pytać, czyja to wina
A przecież wisi w każdym tramwaju
Naklejka, żeby się nie wychylać

Pewien oficer dawnej bezpieki
Z dawnej swej pracy wynosił teki
Akta w mieszkaniu pomysł fatalny
Papier jak wiemy, jest łatwopalny
Tak ucierpiała cała rodzina
Gdy dokumenty zaniósł do syna
Nieszczęścia lubią łączyć się w pary
W miesiąc w dwóch domach nagłe pożary

W Polsce wypadki chodzą po ludziach...

Przewodniczył komisji śledczej poseł Gruszka
Że męcząca to praca, położyli go do łóżka
Żeby sobie odpoczął od zajęć swych natłoku
Wyspał się za wszystkie czasy, śpiąc tak około roku

By się chłopak znudzony po sejmie nie pałętał
Ogłoszono ruskim szpiegiem pana posła asystenta
Ostatecznie jednak nie posłano go za kratki
Wiec zdążył przygotować pogrzeb swojej matki

W Polsce wypadki chodzą po ludziach...

Nieostrożni w mowie jeżdżą nieostrożnie
Aż się często opony nadziewają na gwoździe
Kierowcy ciężarówek, choć wyminąć się starają
Często ich małe samochody rozjeżdżają
A jeśli coś odkryją, to ich nerwy tak ponoszą
Jeszcze nic nie powiedzą, a już w trumnach ich wynoszą
Nie umieją pływać, więc topią się w jeziorach
Nie piją, więc schodzą po wypitych alkoholach
Track Name: Latarką w oczy mroku
Upadać aby powstać i dalej naprzód iść
Umierać wciąż na nowo, by rodzić się i żyć
Gubić się po to aby odnaleźć nową drogę
Być nikim by swą wartość móc udowodnić sobie

Latarką w oczy mroku zaświecić i wygrać
w walce beznadziejnej z nadzieją trwać i wytrwać

Z skrajności wpadać w skrajność żeby odnaleźć siebie
Po szyję upaść w bagno, by głowa była w niebie
Nie mieć żadnego celu, by nagle cel odnaleźć
Nikomu w nic nie wierzyć, żeby odzyskać wiarę

Latarką w oczy mroku...

12 X 2004
Track Name: Tramwajowy
Tyle lat cię nie widzialem, choć wcześniej wszędzie bywałeś
Czasem się zastanawiałem, umarłeś czy wyjechałeś
Choć dziś to już bez znaczenia, pytam co, gdzie i dlaczego
Powiem kilka ogólników, gdy zapytasz co nowego

Tak daleko od młodości, że nie sposób jej dogonić
Zapisuję twój telefon, żeby nigdy nie zadzwonić
Każdy ma do czego wracać i ma swój kawałek świata
Coś było i sobie poszło, dziś to już niewielka strata

Widzę błyski nad torami, chyba zbiera się na burzę
Każdy z nas ma swoje sprawy, nie zatrzymuję cię dłużej
Tylko wiesz, chciałbym usłyszeć, gdy mnie spotkasz za lat ileś
Słowa – "Ty się w ogóle nie zmieniłeś"

Wysiadasz, czy jedziesz dalej
Wysiadasz, czy jedziesz dalej
Wysiadasz, czy jedziesz dalej
Żółtoczerwonym tramwajem?